Anton zamarł w korytarzu mieszkania, które niegdyś było ich wspólnym domem, i spojrzał w stronę salonu. Liza podążyła za jego wzrokiem — i wtedy zrozumiała, co go tak zszokowało: na sofie siedział Mihai Voronin, szef Antona i główny inwestor ich firmy budowlanej. Sprawiał wrażenie zupełnie zrelaksowanego.
Mężczyzna około pięćdziesiątki, z siwiejącymi skroniami i w perfekcyjnie skrojonym garniturze, uniósł szklankę whisky w stronę Antona — gest pozornie przyjazny.

— Cześć, Anton. Co za miła niespodzianka — powiedział z uśmiechem, który nie sięgał jego oczu.
Anton z hukiem upuścił walizkę na podłogę.
— Co… co on tu robi? — zwrócił się do Lizy.
Ona zamknęła drzwi z udawaną spokojem, przeszła obok niego i usiadła obok Mihaia, łapiąc go za wyciągniętą dłoń.
— Mihai jest moim gościem — powiedziała rzeczowo. — Spotykamy się od kilku tygodni. Od chwili, gdy postanowiłeś, że twoja przyszłość z Cristiną jest jaśniejsza niż z nami.
Twarz Antona wykrzywił grymas konsternacji i złości.
— Ty i… Mihai? Przecież on ma żonę! On…
— Rozwiedziony — wtrącił Mihai, podnosząc palec. — Od dwóch miesięcy. Zadziwia mnie, że ktoś na twoim stanowisku nie zauważył takich szczegółów o własnym szefie.
Anton przeczesał włosy dłonią, próbując uporządkować myśli.
— Nie rozumiem. Wy dwoje… od kiedy?
Liza spojrzała na Mihaia, potem odpowiedziała:
— A dlaczego to jeszcze w ogóle cię interesuje? Spakowałeś się i zamieszkałeś z Cristiną niecały tydzień po naszej rozmowie o „przestrzeni”. Rozwód załatwiłeś błyskawicznie, dzięki swoim sprytnym prawnikom.
— Którzy, nawiasem mówiąc, są również prawnikami firmy — dodał Mihai, biorąc łyk whisky. — Ciekawe, że używałeś firmowych zasobów do prywatnych spraw.
Anton nagle zrozumiał, jak krucha stała się jego sytuacja.
— Nie o to chodzi. Przyszedłem tu porozmawiać z Lizą. Sam na sam.
— Cokolwiek masz do powiedzenia, możesz powiedzieć przy Mihaiu — odparła Liza chłodno. — Jesteśmy sobie bardzo bliscy.
Anton zawahał się, ale w końcu usiadł naprzeciwko nich.
— Cristina… nie jest tą osobą, za którą ją uważałem.
— Dopiero teraz to do ciebie dociera? — zapytała Liza z ironią. — Uwiodła cię jako moja druhna honorowa, a ty dopiero teraz zauważyłeś, że jej nie można ufać?
— To bardziej skomplikowane — mruknął Anton. — Zdradziła mnie.
Zapadła cisza. Mihai parsknął śmiechem.
— Karma, Anton. Fascynujące zjawisko, prawda?
Liza jednak dostrzegła w jego oczach coś więcej niż upokorzenie — strach.
— Co się stało? Co cię tak przestraszyło, że wróciłeś tutaj?
Anton przetarł twarz dłońmi.
— Na początku wszystko było dobrze. Potem zaczęły się dziwne spotkania, tajemnicze telefony. Znalazłem bilety na Bali — dla niej i jakiegoś „Alexa”. Kiedy ją skonfrontowałem, powiedziała, że to tylko przyjaciel.
— I uwierzyłeś? — Liza mówiła beznamiętnym tonem.
— Na początku tak. Ale potem zacząłem grzebać w jej rzeczach. I znalazłem dokumenty — o mnie, o naszej firmie, o inwestycjach. Całe teczki z informacjami, które powinny być tajne. Kiedy zapytałem o to ponownie, roześmiała się i powiedziała, że „Alex” to tak naprawdę Alexandru Dragomir.
Mihai gwałtownie się wyprostował.
— Dragomir? Nasz największy konkurent?
Anton skinął blado głową.
— Cristina pracuje dla niego od dwóch lat. Cały ten związek był ustawiony, by zdobyć informacje. O naszych projektach, przetargach, planach ekspansji.
Liza poczuła, jak ściska jej się żołądek.
— Masz dowody? — zapytał Mihai, już całkiem rzeczowo.
— Tak. Zrobiłem zdjęcia. Mam je w telefonie.
Liza spojrzała na Antona i zobaczyła desperację.
— I wróciłeś tutaj, bo…
— Bo nie mam gdzie się ukryć. Cristina zna wszystkich, wie, gdzie się zatrzymuję. Nie mam dokąd pójść. Nie ufam nikomu innemu.
Mihai wstał.
— Muszę zobaczyć te dokumenty. Natychmiast. Jeśli mówisz prawdę, firma jest zagrożona.
— To prawda. I jeszcze jedno. Mają nasze dane dotyczące przetargu na osiedle Riverside. Planują nas wyeliminować.
Mihai wyjął telefon.
— Muszę zadzwonić do prawników. Anton, wyślij mi wszystko. Liza, wybacz, że przerywam wieczór.
— Spokojnie. Rozumiem.
Po wyjściu do kuchni, Liza i Anton zostali sami.
— Nigdy nie myślałam, że wrócisz… w taki sposób.
— Nie spodziewałem się, że zastanę cię z moim szefem. Od kiedy jesteście razem?
— Poznaliśmy się na firmowym sylwestrze. Ty byłeś zbyt zajęty Cristiną.
Anton zamknął oczy.
— Czyli byliście razem, gdy my jeszcze…
— Nie — przerwała. — Nie jestem tobą. Mihai pojawił się po twoim odejściu. Po tym, jak powiedziałeś, że z Cristiną czujesz się „wolny”.
Anton spuścił wzrok.
— Przepraszam, Lizo. Za wszystko. Za Cristinę, za to, jak cię traktowałem. Dopiero teraz to rozumiem.
Część jej gniewu uleciała.
— Ironiczne, prawda? Zostawiłeś mnie, myśląc, że wszystko zyskałeś. Teraz ty nie masz nic.
Z kuchni dobiegały słowa Mihaia przez telefon. Anton spojrzał na Lizę.
— Czy mogę zostać tu parę dni? Na sofie, tylko do czasu, aż coś wymyślę.
Liza podeszła do okna.
— Dlaczego miałabym ci pomóc?
— Może… bo coś jeszcze do mnie czujesz?
Spojrzała na niego chłodno.
— Nie. Ale ja nie zostawiam ludzi, gdy upadają. Możesz zostać. Trzy dni. Nie dłużej.
Kiedy Mihai wrócił:
— Spotkanie o ósmej rano. Anton, idziesz ze mną. Liza, wybacz wieczór.
— W porządku. Naprawdę rozumiem.
— Chcesz, żebym go gdzieś ulokował?
— Nie trzeba. Los bywa przewrotny. Zostawił mnie dla mojej przyjaciółki, a teraz śpi na mojej sofie, gdy ona niszczy jego karierę.
Mihai pocałował ją w czoło.
— Jesteś silniejsza, niż mógł przypuszczać.
Po jego wyjściu Liza wróciła do salonu.
— Świeże ręczniki są w łazience. Sofa się rozkłada. Idę spać.
— Liza… — odezwał się Anton.
— Tak?
— Myślisz, że kiedyś… moglibyśmy wszystko naprawić?
Odwróciła się i spojrzała z mieszaniną współczucia i pewności.
— Nie, Anton. Niektórych rzeczy nie da się naprawić. Ale może oboje zbudujemy coś nowego — z tego, co zostało.
Zamykając drzwi sypialni, Liza poczuła lekkość. Już go nie potrzebowała.
Czasem, pomyślała, zemsta nie polega na odwrocie — tylko na tym, że potrafisz być szczęśliwa mimo wszystko.







