Anna jeszcze przez chwilę siedziała na podłodze, ściskając dokument tak mocno, że aż zbielały jej knykcie

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Anna jeszcze przez chwilę siedziała na podłodze, ściskając dokument tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. W głowie miała pustkę, jakby ktoś nagle wyłączył wszystkie myśli. Dopiero głos matki dobiegający z kuchni przebił się przez tę ciszę.

— Znalazłaś kartę czy znowu się zamyśliłaś?

Anna powoli wstała, wygładziła dłonią koszulkę i weszła do kuchni, trzymając testament przed sobą.

Matka stała przy kuchence i przewracała rybę na patelni. Ojciec siedział przy stole, a obok jego talerza leżał pilot. Wszystko wyglądało tak zwyczajnie, że przez ułamek sekundy Anna miała nadzieję, że to jakieś nieporozumienie.

— Co to jest? — zapytała cicho.

Matka spojrzała na papier i na moment jej twarz się zmieniła. Nieznacznie, ale wystarczająco, żeby Anna zrozumiała — to nie był błąd.

— Skąd to masz? — zapytała chłodno.

— Z szafy. Szukałam dokumentów. Co to jest, mamo?

Ojciec poruszył się niespokojnie, ale nic nie powiedział. Matka odłożyła łopatkę, wytarła ręce w fartuch i westchnęła z irytacją.

— Testament. Chyba widać.

— Widzę. Nie widzę tylko mojego imienia.

W drzwiach pojawiła się Zuzanna, z telefonem w ręku, jeszcze trochę zaspana, trochę zaniepokojona. Spojrzała na Annę, potem na dokument i spuściła wzrok.

— Nie chciałam, żebyś dowiedziała się w ten sposób…

Anna uśmiechnęła się krzywo.

— A jak? Po fakcie? Kiedy wszystko byłoby już przepisane, a ja dalej płaciłabym rachunki?

— Nie przesadzaj — wtrąciła matka ostrym tonem. — Zrobiliśmy to, co uznaliśmy za słuszne.

— Dla kogo słuszne? — zapytała Anna. — Bo chyba nie dla mnie.

Matka skrzyżowała ręce na piersi.

— Ty sobie poradzisz. Masz pracę, dobrze zarabiasz. Zuzanna nie ma takiej stabilności. Ktoś musi o nią zadbać.

— Czyli ja mam pracować, a ona dziedziczyć?

— Nie o to chodzi—

— Dokładnie o to chodzi — przerwała Anna.

Zapadła ciężka cisza.

— Przez lata płaciłam za wszystko. Prąd, wodę, raty. Leki dla taty. Remont dachu. Pamiętasz? Wtedy też mówiłaś, że „rodzina musi się wspierać”.

Ojciec spuścił wzrok. Zuzanna nerwowo bawiła się telefonem.

— I wspierałaś — powiedziała matka chłodno. — I nikt ci tego nie odbiera.

— Właśnie że odebraliście. Wszystko.

Zuzanna podniosła głowę.

— Ja nie prosiłam o to…

Anna spojrzała na nią uważnie.

— Nie? A maszyna do szycia? Kursy? Ciągłe „pożyczysz mi do końca miesiąca”? To się samo brało?

— Jesteś moją siostrą…

— Byłam też twoim bankomatem.

Te słowa zawisły w powietrzu.

Matka uderzyła dłonią w stół.

— Wystarczy! Robisz z siebie ofiarę!

Anna pokręciła głową.

— Nie. Po prostu przestaję być wygodna.

Wyjęła z kieszeni portfel, wyciągnęła kartę i położyła ją na stole obok testamentu.

— Od dziś radzicie sobie sami.

— Co ty wygadujesz? — oburzyła się matka.

— To, co słyszysz. Koniec z opłacaniem rachunków. Koniec z ratami. Koniec z „pomóż jeszcze raz”.

— Jesteśmy twoją rodziną!

— Właśnie dlatego tak długo to robiłam.

Zuzanna zrobiła krok w jej stronę.

— Ania, proszę… możemy to jakoś naprawić…

— Wy już podjęliście decyzję. Trzy miesiące temu.

Anna odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Wyciągnęła walizkę i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Ruchy miała szybkie i zdecydowane, jakby bała się, że jeśli się zatrzyma, to się rozpadnie.

Matka stanęła w drzwiach.

— Serio się wyprowadzasz? Przez jeden papier?

Anna spojrzała na nią spokojnie.

— Nie przez papier. Przez to, co on oznacza.

— Będziesz żałować.

— Możliwe. Ale przynajmniej to będzie mój wybór.

Spakowała się i wyszła jeszcze tego samego wieczoru. Nikt jej nie zatrzymał.

Pierwsze dni były dziwne. Ciche. Puste. Spała u koleżanki, potem znalazła małą kawalerkę. Skromną, ale swoją.

Telefon dzwonił często. Najpierw z pretensjami.

— Przyszła faktura.

— Tata potrzebuje leków.

— Zuzanna ma problem z opłatami.

Anna odpowiadała krótko:

— Testament jest na Zuzannę.

Z czasem ton się zmienił. Pojawiły się prośby, potem cisza.

Minęło kilka miesięcy, zanim Zuzanna zapukała do jej drzwi.

Stała niepewnie, bez makijażu, jakby nagle bardzo dorosła.

— Mogę wejść?

Usiadły przy stole.

— Znalazłam pracę — powiedziała cicho. — W małym atelier. Sama płacę rachunki. I… zaczynam rozumieć.

Anna milczała.

— Przyzwyczailiśmy się, że zawsze jesteś. I że wszystko ogarniesz. To było wygodne… ale niesprawiedliwe.

Anna spojrzała na nią uważnie.

— Najgorsze nie było to, co zapisaliście w testamencie. Tylko to, że nikt nawet nie pomyślał o mnie.

Zuzanna skinęła głową.

— Wiem.

Nie było wielkich słów ani pojednania. Ale coś się zmieniło.

Tego samego wieczoru zadzwonił telefon.

Mama.

Anna patrzyła chwilę na ekran, potem odebrała.

— Tak?

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Aniu… co u ciebie?

Proste pytanie, które powinno paść dawno temu.

I właśnie dlatego zabolało najbardziej.

Visited 314 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий