Maria przez chwilę milczała, obracając łyżeczkę w filiżance. Dźwięk metalu o porcelanę był cichy, lecz wyraźny. Anna patrzyła na nią spokojnie. W kawiarni panował zwykły sobotni gwar: ktoś się śmiał, ktoś rozmawiał przez telefon, przy barze barista spieniał mleko do kolejnej kawy.
— Więc powiedz mi po ludzku — odezwała się w końcu Maria. — Dlaczego tak bardzo nie chcesz się przeprowadzić?
Anna nie odpowiedziała od razu. Upijając łyk cappuccino, spojrzała przez okno. Na chodniku ludzie mijali się w pośpiechu, ktoś prowadził psa, ktoś niósł torby z zakupami. Zwykłe życie.
— Bo chcę, żeby decyzje w moim życiu należały do mnie — powiedziała w końcu spokojnie.
Maria uniosła brwi.
— Nikt ci niczego nie zabiera. Ja tylko chcę pomóc.
— Pomoc, o którą nikt nie prosi, bardzo łatwo zamienia się w kontrolę — odpowiedziała Anna.

Maria uśmiechnęła się lekko, lecz w jej oczach pojawiło się coś czujnego.
— Myślisz, że chcę was kontrolować?
— Myślę, że jesteś przyzwyczajona, że wszyscy słuchają twoich decyzji.
— A ty nie słuchasz.
— Nie zawsze.
Maria przez chwilę przyglądała się jej uważnie, po czym odchyliła się na oparcie krzesła.
— Powiem ci coś szczerze, Aniu — zaczęła spokojnie. — Mój syn nie jest człowiekiem, który podejmuje trudne decyzje. Zawsze taki był. Dlatego ktoś musi czasem pomóc mu wybrać.
— Albo pozwolić mu w końcu wybrać samemu.
— A ty jesteś pewna, że to zrobi?
Anna zawahała się na sekundę, potem sięgnęła do torebki i wyjęła małą papierową kopertę, kładąc ją na stole.
Maria spojrzała na nią pytająco.
— Co to jest?
— Klucze.
— Do czego?
Anna spojrzała jej prosto w oczy.
— Do mojego mieszkania.
Maria nie poruszyła się przez kilka sekund.
— Twojego?
— Tak.
— Kupiłaś mieszkanie?
— Tak.
— Kiedy?
— Kilka miesięcy temu.
Maria powoli odłożyła łyżeczkę.
— Piotr o tym wie?
— Jeszcze nie.
Maria wydała z siebie cichy, zdziwiony śmiech.
— Muszę przyznać, Aniu… tego się nie spodziewałam.
— Ja też nie.
— Czyli ty już wszystko zdecydowałaś.
— Nie — powiedziała spokojnie Anna. — Ja tylko przygotowałam sobie wybór.
Maria przez chwilę milczała, patrząc na kopertę.
— Wiesz, co jest najciekawsze? — odezwała się w końcu. — Zawsze myślałam, że jesteś spokojna. A ty po prostu jesteś cierpliwa.
Anna lekko się uśmiechnęła.
— Czasem to to samo.
Rozmowa skończyła się szybciej, niż się zaczęła. Gdy wychodziły z kawiarni, Maria powiedziała tylko:
— Cokolwiek zrobicie… przynajmniej wiem, że mój syn nie zginie z głodu.
Anna wróciła do domu późnym popołudniem.
Piotr siedział przy stole w kuchni z laptopem. Podniósł wzrok, gdy weszła.
— Gdzie byłaś?
— Na kawie.
— Sama?
— Z twoją mamą.
Piotr zamknął laptop.
— Serio?
— Serio.
— I co?
Anna położyła torebkę na krześle i usiadła naprzeciwko niego.
— Rozmawiałyśmy.
— O przeprowadzce?
— O wszystkim.
Piotr patrzył na nią przez chwilę, jakby próbował coś odczytać z jej twarzy.
— I?
Anna wyjęła z torebki kopertę i położyła ją na stole.
Piotr zmarszczył brwi.
— Co to?
— Klucze.
— Do czego?
— Do mieszkania.
— Jakiego mieszkania?
Anna oparła łokcie na stole.
— Mojego.
Piotr zamarł.
— Żartujesz.
— Nie.
— Kupiłaś mieszkanie?
— Tak.
— Kiedy?
— W lutym.
W kuchni zrobiło się cicho.
Piotr wziął kopertę do ręki i zajrzał do środka. Klucze lekko zadzwoniły o siebie.
— Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
Anna wzruszyła ramionami.
— Bo wiedziałam, że nie byłbyś gotowy tego usłyszeć.
— A teraz jestem?
— Teraz jesteś gotowy zobaczyć.
Piotr spojrzał na nią długo.
— Gdzie jest to mieszkanie?
— Dwadzieścia minut stąd.
— I… co teraz?
Anna oparła się wygodniej na krześle.
— Możemy jutro tam pojechać.
Piotr milczał przez chwilę, obracając klucze w palcach.
— Mama będzie wściekła.
— Pewnie tak.
— Ale… — spojrzał na nią — to nasze mieszkanie?
Anna odpowiedziała spokojnie:
— Może być.
Piotr wstał i podszedł do okna. Przez chwilę patrzył na podwórko, na te same ławki i drzewa, które widzieli codziennie.
Potem odwrócił się.
— Jedziemy jutro.
Anna skinęła głową.
I po raz pierwszy od bardzo dawna słowo „potem” przestało brzmieć jak coś odległego.
Brzmiało jak coś, co zaczyna się właśnie teraz.







