Anna przez chwilę stała w progu, opierając się o kule, próbując ogarnąć wzrokiem to, co widziała. W mieszkaniu panował chaos, jakiego wcześniej tu nigdy nie było. Na podłodze leżały porozrzucane zabawki, na stole stały brudne talerze, a na jej ulubionej kanapie siedział obcy mężczyzna i wpatrywał się w telewizor.
— Kto to jest? — zapytała cicho.
— Mój mąż, Łukasz — odpowiedziała obojętnie Katarzyna. — Łukasz, patrz, wrócili.
Mężczyzna rzucił krótki, obojętny wzrok na Annę i Jana, wzruszył ramionami i znów odwrócił się do telewizora.
Jan zmarszczył brwi.
— Posłuchaj, dziewczyno — powiedział spokojnie, lecz stanowczo. — To mieszkanie należy do mojej córki. Co to znaczy, że się „zamieniliście”?
Katarzyna prychnęła.

— Piotr powiedział, że wszystko jest w porządku. To jej mąż, prawda? Więc może decydować.
Anna poczuła w sobie narastającą, chłodną złość. Przez ostatnie tygodnie była zmęczona, obolała, przestraszona o swoje zdrowie. Teraz wszystkie te uczucia przeobraziły się w twardą determinację.
— Gdzie jest Piotr? — zapytała.
— Wyszedł — odparła Katarzyna. — Powiedział, że wróci później.
Jan zrobił krok do przodu.
— W takim razie wejdź, Anno — powiedział spokojnie. — To twój dom.
Katarzyna próbowała zablokować drogę, ale Jan lekko odsunął ją ramieniem i szerzej otworzył drzwi. Anna powoli wkroczyła do środka, ostrożnie stawiając każdy krok na kulach.
W salonie bałagan był jeszcze większy. Na drewnianym stole, który Anna kupiła po długim odkładaniu pieniędzy, stały puste butelki i brudne kubki. Dywan był pełen okruszków.
Anna rozejrzała się powoli.
— Katarzyno — powiedziała spokojnie. — Zdejmij mój szlafrok.
— Co? — zdziwiła się kobieta.
— Powiedziałam: zdejmij go.
Katarzyna prychnęła.
— Daj spokój, to tylko szlafrok.
Jan spojrzał na nią chłodno.
— Myślę, że dobrze ją usłyszałaś.
Po chwili Katarzyna, mrucząc pod nosem, zdjęła szlafrok i rzuciła go niedbale na krzesło.
W tym momencie drzwi mieszkania ponownie się otworzyły. W progu stanął Piotr.
Zatrzymał się, gdy zobaczył wszystkich w salonie.
— Już wróciłaś? — zapytał z niezadowoleniem.
Anna spojrzała na niego spokojnie.
— Tak. I chcę wyjaśnień.
Piotr westchnął, jakby rozmowa była dla niego jedynie drobną niedogodnością.
— To nic wielkiego. Katarzyna potrzebuje więcej miejsca. A ty i tak teraz siedzisz w domu. U babci Elżbiety byłoby ci spokojniej.
Jan nie wytrzymał.
— Przeniosłeś swoją rodzinę do mieszkania swojej żony bez jej zgody?!
Piotr podniósł głos.
— Jestem mężem! Mam prawo decydować!
— Nie — powiedziała cicho Anna. — Nie masz.
W pokoju zapadła cisza.
— To mieszkanie jest na mnie zapisane — dodała spokojnie. — Kupiłam je przed ślubem. Z moich pieniędzy i z pomocą mojego ojca. Nie masz prawa nikogo tu wprowadzać.
Piotr parsknął krótko.
— I co zamierzasz zrobić?
Anna wyjęła telefon z kieszeni.
— Wczoraj rozmawiałam z prawnikiem. Kiedy powiedziałeś, że lepiej, żebym jeszcze nie wracała do domu, coś wydało mi się dziwne. Sprawdziłam dokumenty.
Piotr zbledł.
— Policja jest już w drodze — powiedziała spokojnie. — Bo w tej chwili wy wszyscy bezprawnie zajmujecie moje mieszkanie.
Katarzyna spojrzała nerwowo na brata.
— Piotr…?
Jan tylko pokręcił głową.
— Ostrzegałem cię.
Piotr próbował jeszcze coś powiedzieć, ale w tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.
Jan otworzył. Na korytarzu stali dwaj policjanci.
— Dzień dobry. Otrzymaliśmy zgłoszenie o nielegalnym zajęciu mieszkania.
Anna uniosła rękę.
— To ja zgłaszałam.
Po kilku minutach rozmowy funkcjonariusze jasno poinformowali, że osoby niezameldowane i niebędące właścicielami muszą natychmiast opuścić mieszkanie.
Katarzyna zaczęła protestować, ale Łukasz już pakował rzeczy dzieci.
— Daj spokój — mruknął. — Nie będziemy robić problemów.
Piotr stał czerwony ze złości.
— Pożałujesz tego, Anna.
Spojrzała na niego spokojnie.
— Nie sądzę.
Godzinę później w korytarzu stało kilka czarnych worków z ich rzeczami. Katarzyna wyszła pierwsza, wciąż narzekając. Za nią Łukasz z dziećmi. Piotr był ostatni.
Zatrzymał się jeszcze w drzwiach.
— Naprawdę chcesz rozwodu przez coś takiego?
Anna odpowiedziała bez wahania:
— Nie. Rozwodu chcę, bo wreszcie zobaczyłam, kim naprawdę jesteś.
Drzwi zamknęły się.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Jan spojrzał na córkę.
— Wszystko w porządku?
Anna powoli wciągnęła powietrze i rozejrzała się po pokoju, po bałaganie, który trzeba będzie posprzątać, po świetle wpadającym przez okno.
— Tak — powiedziała cicho. — Chyba po raz pierwszy od dawna naprawdę jest w porządku.







