— Jesteśmy głodni! Przyjechaliśmy z drogi! Właśnie wyszliśmy z sauny! — niemal krzyczała Kasia, patrząc raz na mnie, raz na miskę z obwarzankami.

INTERESSANTE GESCHICHTEN

— Jesteśmy głodni! Przyjechaliśmy z drogi! Właśnie wyszliśmy z sauny! — niemal krzyczała Kasia, patrząc raz na mnie, raz na miskę z obwarzankami.

Spokojnie nalałam sobie wody do szklanki.

— Woda jest. Obwarzanki są. Po saunie lekkie jedzenie jest nawet zdrowsze.

Przez kilka sekund w kuchni panowała całkowita cisza.

Potem nagle wszystko wybuchło.

— Anna, ty chyba żartujesz! — powiedziała Barbara, twarz wciąż czerwona od gorąca, ale teraz też od złości. — To jest zwykłe chamstwo!

— Chamstwo? — zapytałam spokojnie. — A ja myślałam, że chamstwem jest przyjeżdżać co tydzień, zjadać wszystko, a potem zostawiać bałagan.

— My jesteśmy rodziną! — oburzyła się Kasia.

— Właśnie, — skinęłam głową. — A rodzina powinna sobie pomagać, a nie tylko korzystać.

Tomasz patrzył na miskę z obwarzankami z wahaniem, jakby zastanawiał się, czy tym naprawdę da się najeść.

— Anna… tak między nami — odezwał się pojednawczo — nie mogłabyś jednak wyjąć czegoś z lodówki?

Uśmiechnęłam się lekko.

— Mogłabym.

Twarze wszystkich natychmiast się rozjaśniły.

Poszłam do lodówki, otworzyłam ją, zajrzałam do środka… po czym zamknęłam.

— Jednak nie — powiedziałam.

Kasia aż się zakrztusiła z oburzenia.

— Ty jesteś niemożliwa!

— Nie — odpowiedziałam spokojnie. — Po prostu mam już dość.

Barbara opadła ciężko na krzesło.

— To wszystko przez ciebie! — rzuciła. — Ty namieszałaś Markowi w głowie!

— Mamo — odezwał się Marek, który właśnie wszedł do kuchni i oparł się o futrynę — to był dobry pomysł.

Wszyscy spojrzeli na niego z niedowierzaniem.

— Dobry?! — wybuchła Kasia.

Marek wzruszył ramionami.

— My kupujemy jedzenie, my rąbiemy drewno, my sprzątamy. Wy przyjeżdżacie, odpoczywacie, jecie i wyjeżdżacie. To chyba nie jest zbyt sprawiedliwe.

Tomasz westchnął ciężko.

— No ale to rodzina…

— Właśnie dlatego — odparł Marek spokojnie. — Rodzina nie powinna wykorzystywać innych.

Barbara patrzyła na niego, jakby właśnie przeszedł na stronę wroga.

— Nie tak cię wychowałam.

— Wychowałaś mnie na uczciwego człowieka — odpowiedział spokojnie.

W kuchni znów zapadła cisza.

Magda w końcu sięgnęła po jeden obwarzanek i odgryzła kawałek.

— Twardy — stwierdziła po chwili.

— Naturalny produkt — wyjaśniłam. — Tradycyjny.

Kasia była bliska łez.

— Nie wierzę, że po saunie siedzimy tutaj i jemy suche obwarzanki!

— Nie musicie — powiedziałam spokojnie. — W mieście jest kilka naprawdę dobrych restauracji.

Tomasz spojrzał na zegarek.

— Jeśli teraz wyjedziemy, zdążymy jeszcze do tej pizzerii przy drodze.

Przez chwilę wyglądało, jakby poważnie rozważał tę opcję.

Barbara jednak nagle wstała.

— Nigdzie nie jedziemy! To jest rodzinny dom!

Uśmiechnęłam się uprzejmie.

— Nasz dom.

Przez kilka sekund patrzyła na mnie bez słowa.

Potem spojrzała na stół.

Na obwarzanki.

I znowu na mnie.

— Czyli to twoja zemsta?

— Nie — odparłam spokojnie. — To nowe zasady.

Kasia nachyliła się do Tomasza i szepnęła:

— Ja naprawdę jestem głodna.

Tomasz znowu westchnął.

— Ja też.

Magda zdążyła już zjeść drugi obwarzanek.

Po kilku minutach głód zaczął wygrywać z dumą.

Kasia, mamrocząc coś pod nosem, w końcu też sięgnęła po jeden.

— Straszne — powiedziała po pierwszym kęsie.

— Ale jesz — zauważyłam.

Marek z trudem powstrzymywał śmiech.

Barbara wciąż stała, patrząc na całą scenę z oburzeniem.

Wtedy jej żołądek wydał bardzo wyraźny dźwięk.

Wszyscy to usłyszeli.

Tomasz pierwszy parsknął śmiechem.

— Mamo… może spróbuj jednego.

Barbara spojrzała gniewnie, ale po chwili wzięła obwarzanek.

Przełamała go z głośnym trzaskiem.

— Następnym razem — powiedziała, gryząc kawałek — przywiozę mięso.

Uniosłam brwi i spojrzałam na nią.

— I węgiel — dodał Tomasz.

— I sałatki — mruknęła Kasia.

Magda podniosła rękę.

— Ja przywiozę deser.

Marek podszedł do mnie i szepnął:

— Właśnie wynalazłaś najlepszy system zarządzania rodziną.

Uśmiechnęłam się i nalałam sobie jeszcze trochę wody.

Tego wieczoru po raz pierwszy od dawna nasza kuchnia nie wyglądała jak po przejściu huraganu.

A obwarzanki… zniknęły wszystkie.

Visited 221 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий