Margaret przez kilka sekund stała nieruchomo. Wokół stołu zgęstniało napięcie, jakby powietrze nagle stało się cięższe. Nikt nie sięgał po kieliszki, nikt się nie odzywał.

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Margaret przez kilka sekund stała nieruchomo. Wokół stołu zgęstniało napięcie, jakby powietrze nagle stało się cięższe. Nikt nie sięgał po kieliszki, nikt się nie odzywał. Tylko zegar na ścianie tykał nienaturalnie głośno.

— Nie mam przy sobie gotówki — powiedziała w końcu sztywnym głosem.

— Przelew wystarczy — odparła spokojnie Anna. — Dane są na kartce.

Margaret zacisnęła usta, wyjęła telefon i zaczęła nerwowo stukać w ekran. Jej długie paznokcie uderzały o szkło suchym, irytującym dźwiękiem. Po chwili telefon Anny zawibrował.

— Gotowe — rzuciła Margaret. — Zadowolona?

Anna powoli odstawiła tacę na stół. Na talerzach pojawiło się jedzenie, sztućce poruszyły się niemrawo, ale nikt nie wyglądał na zadowolonego. Krewni jedli w ciszy, unikając spojrzeń.

Tom siedział sztywno na krześle, z pustym wzrokiem wbitym w blat. Nie spróbował ani kęsa.

— Nie jesteś głodny? — zapytała Anna bez cienia ironii.

— Niezbyt — mruknął.

Po kilku minutach ciszę przerwała Margaret.

— Nie sądziłam, że posuniesz się aż tak daleko, Anno.

— Ja też nie myślałam, że do tego dojdzie — odpowiedziała spokojnie. — Ale takie były zasady.

— Te zasady dotyczyły was dwojga, nie rodziny.

— Rodzina je na mój koszt tylko wtedy, gdy naprawdę nią jest.

Twarz Margaret poczerwieniała.

— Nastawiasz mojego syna przeciwko mnie.

Anna spojrzała na Toma.

— To nie ja kazałam mu milczeć.

Słowa zawisły ciężko w powietrzu. Tom w końcu podniósł wzrok.

— Mamo… — zaczął, po czym urwał. Głęboko westchnął. — Anna ma rację.

Wszyscy spojrzeli na niego.

— Jak to „ma rację”?! — wybuchnęła Margaret.

— To znaczy, że to ja zawiniłem. Pozwoliłem, żeby to zaszło za daleko.

Anna przyglądała mu się uważnie. Po raz pierwszy od wielu miesięcy słyszała go mówiącego w ten sposób.

— Skaner naprawdę mi pomógł — ciągnął Tom. — Podwoiłem liczbę klientów. Spłaciłem już połowę kredytu. A mimo to chowałem się za „oddzielnym budżetem”, bo było mi łatwiej niż sprzeciwić się tobie.

Margaret oniemiała.

— I wiesz, co jest najgorsze? — dodał cicho. — Po drodze straciłem Annę.

Anna poczuła ucisk w piersi.

— Nie straciłeś mnie — powiedziała spokojnie. — Po prostu zostawiłeś mnie samą.

Margaret gwałtownie wstała od stołu.

— Czyli to ja jestem winna?

— Nie — odparła Anna. — Ale ja też nie zamierzam już być wygodna dla wszystkich.

Zapadła długa cisza. W końcu krewni zaczęli wstawać, zbierać swoje rzeczy, mamrocząc niezręczne przeprosiny. Jeden po drugim opuszczali mieszkanie.

Gdy drzwi zamknęły się za ostatnim gościem, w domu została ciężka, lepka cisza.

— Anno… — odezwał się Tom. — Możemy porozmawiać?

Sprzątała stół bez pośpiechu.

— Rozmawiamy od sześciu miesięcy. Po prostu się nie słyszymy.

— Chcę to zmienić.

— Jak?

Tom zawahał się, po czym wyjął telefon, otworzył aplikację bankową i wykonał kilka operacji. Podał jej ekran.

— Przelałem wszystko, co jeszcze „byłem winien” za poprzednie miesiące. I zamknąłem oddzielne konto.

Anna spojrzała na niego z zaskoczeniem.

— Nie chcę żyć jak współlokatorzy — powiedział cicho. — Chcę, żebyśmy znów byli zespołem. Jeśli jeszcze chcesz.

Anna usiadła na krześle. Po raz pierwszy od dawna nie czuła złości — tylko zmęczenie.

— To nie chodzi tylko o pieniądze, Tom.

— Wiem. Chodzi o ciebie. O nas. O to, że nie wybrałem cię wtedy, kiedy trzeba było.

Spuścił głowę.

— Byłem tchórzem.

Anna milczała długo. W końcu powiedziała:

— Wspólny budżet nie rozwiąże wszystkiego. Ale to jakiś początek.

— W takim razie zacznijmy.

Tamtej nocy zmywali naczynia razem. Bez liczenia. Bez zaglądania do aplikacji bankowych. Po prostu dwoje zmęczonych ludzi, próbujących sobie przypomnieć, dlaczego kiedyś wybrali siebie nawzajem.

Na stole została zapomniana kartka z tabelą. Rano Anna podarła ją na kawałki i wyrzuciła do kosza.

Od tamtej nocy Margaret przestała przychodzić bez zapowiedzi. A gdy zadzwoniła kilka tygodni później, zapytała po raz pierwszy:

— Czy mogę was odwiedzić?

Anna spojrzała na Toma. On lekko się uśmiechnął.

— Tak — odpowiedziała. — Ale proszę przynieść deser.

Visited 224 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий