Droga do Oberbrunn była wyczerpująca i ciągnęła się w nieskończoność.

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Droga do Oberbrunn była długa i wyczerpująca. Kiedy w końcu dotarliśmy, słońce chyliło się już ku wzgórzom, rzucając długie cienie na stare, pochylone domy. Powietrze było chłodniejsze niż w mieście, a cisza tak głęboka, że słychać było każdy szelest liści.Działka leżała na skraju wioski, przy kępie drzew i polu ciągnącym się aż po horyzont. Płot z przegniłych desek ledwie się trzymał, szopa przechylała się niebezpiecznie, gotowa runąć przy pierwszej burzy. Jednak mój wzrok natychmiast przykuł krąg kamieni na środku podwórza.

Studnia.

Wokół niej wyrosły wysokie chwasty, jakby chciały ją ukryć. Kamienie były popękane, ale wciąż solidne. Rdza zerwała łańcuch, a wiadro zniknęło dawno temu.

— Mamo, tu coś jest… — powiedział Lukas, podchodząc bliżej z nieposkromioną ciekawością.

— Nie zbliżajcie się za bardzo — ostrzegłam. — Kamienie mogą być śliskie.

W tej chwili Sophie nachyliła się i wyciągnęła z kamiennej szczeliny mały, błyszczący przedmiot. Otarła go dłonią. Był to medalion z brązu z niemal startym napisem.

Przeszedł mnie dreszcz.

Przez kolejne dni staraliśmy się uczynić to miejsce choć trochę przyjaznym do życia. Dzieci sprzątały ogród, ja naprawiłam drzwi szopy i zgromadziłam zapasy. Jednak myśl o studni nie dawała mi spokoju. Nocą, gdy wiatr huczał nad polami, miałam wrażenie, że z głębi dobiega cichy pomruk — jakby westchnienie.

Pewnego wieczoru Lukas wbiegł do domu zdyszany:

— Mamo! Wrzuciłem kamień do studni i… nic nie było słychać.

— Jak to „nic”?

— Spadł, ale nie było plusku, nie było uderzenia. Jakby zniknął.

Wyszliśmy razem. Zapaliłam świecę, postawiłam ją na brzegu i wrzuciłam większy głaz. Powietrze lekko drgnęło, ale z dołu nie dobiegł żaden dźwięk.

Spojrzałam na dzieci. W ich oczach nie było strachu, tylko zdumienie.

Następnego dnia poszłam do starszej kobiety z wioski, pani Marty, która sprzedawała jajka i mleko. Gdy powiedziałam, gdzie mieszkam, jej twarz posmutniała.

— W domu Hofmannów?

— Tak… dawniej należał do rodziny Karla Hofmanna.

Kobieta przeżegnała się.

— Ta studnia nie jest zwyczajna. Podczas wojny ludzie ukrywali tam rzeczy, których nie chcieli oddać żołnierzom. Ale niektórzy nigdy nie wrócili, Elisabeto. Zeszli na linie i zniknęli.

— Może zawaliły się ściany… — próbowałam zaprzeczyć, ale mój głos brzmiał niepewnie.

— Nie. Mówi się, że ta studnia prowadzi gdzie indziej. Do miejsca, gdzie czas płynie inaczej.

Ciarki przeszły mi po plecach.

W kolejnych tygodniach dzieci nie mogły powstrzymać się od zabaw przy studni. Ganiłam je, ale i mnie coś tam przyciągało. W nocy siadałam przy kamieniach i nasłuchiwałam. To nie była cisza. To był szept, ledwo słyszalny, jakby ktoś mówił z głębi.

Pewnej nocy Sophie przyszła do mnie.

— Mamo, słyszysz? Oni nas wołają.

— Kto „oni”?

— Głosy. Mówią, że tam jest prawda.

Objęłam ją mocno, ale jej słowa nie dawały mi spokoju.

Wkrótce Lukas przyszedł z uporem:

— Musimy zejść na dół.

— To niebezpieczne! — zaprotestowałam.

— Ale inaczej nigdy się nie dowiemy.

I tak, mimo strachu, znalazłam mocną linę, przywiązałam ją do kamiennego kręgu i wzięłam latarkę. Dzieci trzymały linę, gdy zaczęłam się spuszczać.

Powietrze było zimne i wilgotne. Kamienie lodowate pod dłońmi. Po kilku metrach światło latarki zaczęło ginąć we mgle.

Nagle poczułam, że lina straciła ciężar. Wisiałam w pustce.

Spojrzałam w dół. Nie było ani wody, ani dna. Tylko mlecznobiała poświata, jak niebo nocą spowite mgłą.

Nie zdążyłam krzyknąć — prąd powietrza porwał mnie w dół.

Ocknęłam się w kamiennym korytarzu, oświetlonym pochodniami, które płonęły bez dymu. Wokół panowała cisza, lecz czułam czyjąś obecność.

— Elisabeto… — głęboki głos wymówił moje imię.

Z cienia wysunęła się postać w dawnych szatach.

— Jesteś dziedziczką. Tylko krew Hofmannów może otworzyć bramę.

— O czym ty mówisz?

— Tu czas nie ma władzy. Obcy, którzy tu wejdą, zostają więźniami. Ale ty masz klucz. Twoje dzieci są kontynuacją. One muszą zdecydować, czy skarb zostanie zachowany, czy zniszczony.

W moich dłoniach pojawił się nagle medalion Sophie. Palił się, jakby był żywy.

Nie pamiętam, jak wyszłam stamtąd.

Ocknęłam się obok studni, z dziećmi, które wołały moje imię i trzymały linę. Medalion ściskałam w garści.

Od tej pory studnia stoi zamknięta żelazną pokrywą, przykutą łańcuchami. Ale czasem w nocy łańcuchy same brzęczą, a Sophie śni o tym samym kamiennym korytarzu.

Lukas stał się bardziej milczący, poważny. Często wpatruje się godzinami w medalion, jak zahipnotyzowany.

Wiem, że nadejdzie dzień, gdy moje dzieci będą musiały dokonać wyboru, o którym mówił tamten głos. I wiem, że nikt już nigdy nie spojrzy na naszą studnię jak na zwykłą, opuszczoną dziurę w ziemi.

Dla nas Oberbrunn nie jest już tylko wioską. To próg między dwoma światami.

Visited 7 036 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий