Elżbieta spojrzała na fotografię i poczuła, jak serce mocniej jej zabiło. Oczy zaszkliły się łzami, a w głosie pojawił się drżenie.
— To… to ona… — wyszeptała. — Tomaszu, skąd masz to zdjęcie?Chłopiec uniósł głowę. Widać było, że jest lekko przestraszony, ale łagodny ton kobiety dodał mu odwagi.

— To moi rodzice. Mama dała mi to zdjęcie, zanim zniknęła. Potem mieszkałem z dziadkiem… ale on nie był dla mnie dobry.
Elżbieta pogłaskała go delikatnie po włosach.
— Pomożemy ci, obiecuję. Już nie jesteś sam.
— Mogę tu zostać? — spytał cicho.
— Oczywiście, kochanie — odpowiedziała z ciepłym uśmiechem.
Następnego ranka rodzina Reinerów — Heinrich, Elżbieta i Marta — wraz z przyjaciółką domu, prawniczką Klarą West, udali się na komisariat. Złożyli zawiadomienie, opowiedzieli historię Tomasa, pokazali zdjęcie i podali dane jego zaginionej matki — Marii.
Policja zareagowała błyskawicznie. Okazało się, że w rejonie pobliskiego miasteczka Targendorf zgłoszono zaginięcie kobiety o tym imieniu. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęto poszukiwania.
W tym czasie Tomas został w domu Reinerów. Marta traktowała go jak własnego wnuka — piekła dla niego ciasta, czytała bajki, przygotowywała ciepłe kąpiele. Heinrich, początkowo surowy, coraz częściej się uśmiechał. Elżbieta spędzała z chłopcem długie godziny w ogrodzie, rozmawiając z nim i pokazując mu kwiaty.
Po tygodniu policja przywiozła dobre wieści: Maria została odnaleziona — wyczerpana, lecz cała i zdrowa. Była przetrzymywana przez własnego ojca, dziadka Tomasa. Gdy funkcjonariusze ją uwolnili, pierwsze słowa, jakie wypowiedziała, brzmiały:
— Gdzie jest mój synek? Czy żyje?
Po badaniach lekarskich Marię przewieziono do domu Reinerów. Kiedy tylko przekroczyła próg i ujrzała Tomasa, jej oczy wypełniły się łzami. Chłopiec rzucił się jej w ramiona.
— Mamo! Wiedziałem, że wrócisz!
— Nigdy cię nie porzuciłam, mój skarbie… Cały czas walczyłam, by cię odnaleźć…
Łzy cisnęły się do oczu wszystkim obecnym. Elżbieta objęła Marię, a Heinrich skinął głową, wyraźnie wzruszony.
Wkrótce Maria i Tomas zamieszkali tymczasowo w małym domku udostępnionym przez Reinerów. Klara pomogła w sprawach prawnych, a Maria odzyskała pełną opiekę nad synem. Znalazła pracę w pobliskiej cukierni, gdzie piekła ukochane przez Tomasa szarlotki.
Marta często ich odwiedzała, przynosząc domowe konfitury i robione na drutach sweterki. Stała się dla Tomasa babcią z wyboru, nie z pokrewieństwa.
W każdą niedzielę cała rodzina spotykała się na kolacji w ogrodzie Reinerów. W blasku lampek, wśród zapachu pieczonego mięsa i dźwięku dziecięcego śmiechu, Heinrich wznosił toast:
— Za rodzinę, przebaczenie i nowe początki.
A Tomas, patrząc z miłością na matkę, Martę i swoich nowych przyjaciół, szeptał:
— Dziękuję wam, że daliście mi znów szczęście.







