– Dokąd się wybierasz w taką pogodę? – zapytał konduktor, rzucając spojrzenie na Lenę, która stała na peronie z ciężkimi torbami w rękach.
– Do Oljowki, ostatni wagon – odpowiedziała Lena, podając bilet, po czym resztkami sił wciągnęła bagaże do środka.

Lena znalazła miejsce w pustym wagonie i wyciągnęła zmęczone nogi.
To był wyczerpujący dzień: zakupy jedzenia do wiejskiej stołówki, niekończące się kolejki, ciężkie torby.
A poprzedniej nocy prawie nie spała. Trzy lata małżeństwa i wciąż brak dzieci.
Ilja nigdy jej nie obwiniał, ale głęboko w środku czuła ból.
Przypomniała sobie ich poranną rozmowę.
– Wszystko ma swój czas – szepnął, całując ją w skroń.
– Nie poganiaj losu. Nasze szczęście jeszcze przed nami.
Uśmiechnęła się na wspomnienie jego bezpiecznych objęć. Ilja był jej spokojną przystanią.
Pewnego dnia przyjechał do ich wsi jako agronom i został – zakochał się w tej ziemi, w pracy, w niej.
Teraz miał własne gospodarstwo, a ona pracowała jako kucharka w miejscowej stołówce.
Skrzypnięcie otwierających się drzwi przerwało jej rozmyślania. W progu stanęła kobieta w ciemnym płaszczu z kapturem.
Twarz miała zakrytą, ale wyglądała na młodą.
W ramionach trzymała dwa zawiniątka, z których wyglądały dziecięce twarzyczki.
Bliźnięta. Bardzo malutkie.
Kobieta rozejrzała się niespokojnie po wagonie, zobaczyła Lenę i ruszyła w jej stronę zdecydowanym krokiem.
– Mogę tu usiąść? – zapytała drżącym z niepokoju głosem.
– Oczywiście – odpowiedziała Lena, przesuwając się, by zrobić miejsce.
Nieznajoma usiadła obok niej. Jej ręce wyraźnie się trzęsły, a jedno z dzieci zaczęło marudzić.
– Cicho, kochanie – szepnęła, kołysząc je czule.
– Są cudowne – uśmiechnęła się Lena. – Chłopiec?
– Chłopiec i dziewczynka. Iwan i Maria mają prawie rok.
Lena poczuła ukłucie zazdrości. Jakże sama marzyła o takich małych cudach w ramionach.
– Też jedziesz do Oljowki? – zapytała.
Kobieta nie odpowiedziała. Przytuliła dzieci mocniej do siebie i odwróciła twarz do okna, gdzie deszcz rozmywał krajobraz.
Jechały w milczeniu pięć minut, podczas gdy deszcz stawał się coraz intensywniejszy, zamieniając widok za oknem w akwarelę. Nagle kobieta odwróciła się do Leny:
– Masz rodzinę?
– Męża – odpowiedziała Lena, mechanicznie dotykając obrączki.
– Szczęśliwa jesteś? – kobieta uśmiechnęła się gorzko. – Kochacie się?
– Bardzo.
– Marzysz o dzieciach?
Lena zawahała się. – Każdego dnia.
– Ale jeszcze się nie udało?
– Bóg jeszcze nam ich nie dał.
Kobieta wciągnęła gwałtownie powietrze, rzuciła szybkie spojrzenie na drzwi wagonu i pochyliła się ku Lenie:
– Nie mam czasu, by wszystko wyjaśnić, ale widzę, że jesteś wyjątkowa. Ścigają mnie. Moje dzieci… one muszą być uratowane.
– Co ty mówisz? – cofnęła się Lena. – Może trzeba wezwać policję?
– Nie! – kobieta chwyciła ją za rękę. – Żadnej policji! Nie rozumiesz, kto ich szuka…
Pociąg zaczął zwalniać. Następna stacja.
– Błagam – kobieta spojrzała Lenie w oczy. – One są w niebezpieczeństwie. Pomóż mi…
Zanim Lena zdążyła odpowiedzieć, kobieta dosłownie włożyła jej dzieci i mały plecaczek w ramiona.
– Co ty robisz?! – krzyknęła Lena przerażona.
– Ratujesz dwa życia – wyszeptała kobieta i wybiegła z wagonu, podczas gdy Lena próbowała zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.
Pociąg się zatrzymał. Trzymając dzieci w ramionach, Lena podbiegła do zaparowanego okna. Na peronie zobaczyła ciemny płaszcz – kobieta niemal biegła między pasażerami.
– Zaczekaj! Wróć! – krzyknęła Lena, ale jej głos zginął wśród zgrzytów pociągu i obojętnych rozmów wokół.
Jedno z dzieci zaczęło głośno i żarliwie płakać. Drugie natychmiast dołączyło.
– Boże, co ja teraz zrobię? – szepnęła Lena, patrząc na maluchy.
Otworzyła plecaczek. W środku były pieluszki, butelki z mlekiem modyfikowanym, kilka ubranek na zmianę i kartka.
Drżącymi palcami rozwinęła papier:
„Nie mam gdzie ich zostawić… są w niebezpieczeństwie… Błagam, uratuj im życie… Wybacz mi.”
Dziewczynka w jej ramionach ucichła i spojrzała na Lenę wielkimi, niebieskimi oczami. W tym spojrzeniu była tak krucha nadzieja, że Lena aż wstrzymała oddech.
– Nie bój się, maleńka – szepnęła i przytuliła dzieci do siebie. – Wszystko będzie dobrze. Obiecuję.







