Linda nie była nowicjuszką w podróżach lotniczych, ale ten konkretny lot napełniał ją smutkiem. Siedziała przy oknie, udając, że wszystko jest w porządku.
Łzy spływały jej po policzkach, a ona nie mogła ich już powstrzymać. Cicho płakała, myśląc o grobach swoich rodziców, które miała odwiedzić za pięć godzin.
Nagle ogłoszenie pilota przerwało jej milczenie. Jego głos wydał jej się znajomy:
– Dzień dobry, panie i panowie! Z radością witam państwa na pokładzie lotu…

Linda zaniemówiła i zaczęła płakać jeszcze bardziej, słysząc go.
– Pani, czy potrzebuje pani pomocy? – zapytała stewardesa, zauważając, że 55-letnia Linda od dłuższego czasu płacze.
– Nie, wszystko w porządku… – odpowiedziała Linda, choć nie było w tym prawdy.
Wciąż słyszała głos pilota w głowie, powtarzający się w nieskończoność, a łzy płynęły jak u dziecka.
– Czekałem na to przez 40 lat – powiedział pilot.
– Chce pani trochę wody? – dopytywała stewardesa. Płacz Lindy był tak intensywny, że zauważyli go inni pasażerowie. Niektórzy uśmiechali się, inni patrzyli z niepokojem, co przyciągnęło uwagę stewardesy.
– Nie, dziękuję. – Linda odwróciła się w stronę okna i milczała. – Nie mogę się doczekać, aż go spotkam – mamrotała.
– Co pani mówi? – spytała zaciekawiona stewardesa.
– Proszę mi nie przeszkadzać – warknęła Linda. – Zostawcie mnie w spokoju…
Tak płakała przez resztę lotu. Nikt nie chciał zadawać pytań, bo widzieli jej gniew.
Po pięciu godzinach samolot wylądował. Wszyscy pasażerowie zaczęli wychodzić, oprócz Lindy. Stewardesa podeszła do niej.
– Pani, samolot wylądował… Czy chce pani pomocy z torbą?
– Nie, nie wychodzę! MUSZĘ SPOTKAĆ PILOTA! Nie ruszę się, dopóki go nie zobaczę! – odpowiedziała stanowczo.
Stewardesa nie wiedziała, jak zareagować.
– Pani, proszę, nie można zostawać na pokładzie po wylądowaniu. Trzeba teraz opuścić samolot…
– Powiedziałam, że chcę spotkać pilota. To pilne. Proszę spróbować mnie zrozumieć – błagała Linda.
– Dobrze, przekażę mu. Proszę tutaj poczekać.
Kilka chwil później Linda zaczęła płakać jeszcze bardziej, gdy zobaczyła, jak pilot wychodzi z kokpitu. Podszedł do niej z uśmiechem, ale jego wyraz twarzy zmienił się, gdy ją zobaczył.
– TY?! Nie mam nic do powiedzenia – warknął, odwracając się i przygotowując do wyjścia.
– Byliby z ciebie dumni, tak jak ja byłam, kiedy usłyszałam twój głos przy starcie lotu – powiedziała Linda. – Alex, proszę, poczekaj… Nie odchodź. Przepraszam! Proszę, wybacz mi!
Alex zatrzymał się i, nie odwracając się, zapytał, jak Linda rozpoznała jego głos.
– Poznalibyśmy twój głos nawet w tłumie milionów. Kocham cię tak bardzo, Alex.
– Czekałem na to przez lata – odparł Alex. – Wystarczyło, że powiedziałabyś te słowa, żeby wszystko naprawić. Dlaczego tak długo zwlekałaś z przeprosinami?
Okazało się, że Alex był młodszym bratem Lindy. Marzył o zostaniu pilotem, lecz ich ojciec nigdy nie aprobowal jego planów i często go wyśmiewał:
– Nie wydam ani grosza na ciebie i twoje marzenia o akademii lotniczej – powiedział 15-letniemu Alexowi.
Rodzice zginęli w wypadku samochodowym niedługo potem, a Linda odziedziczyła po nich majątek, w tym obowiązek opieki nad Alexem do jego 18. roku życia.
Gdy Alex chciał przeznaczyć swoje pieniądze na naukę i akademię, Linda odmówiła:
– Moglibyśmy kupić dom i samochód. Po co marnować pieniądze na coś, co nie przyniesie sukcesu? – powiedziała, gdy pytał o swój udział.
Rozwścieczony Alex odszedł do dziadków, mówiąc:
– Weź wszystkie pieniądze. Osiągnę swoje marzenie sam. Żegnaj!
Relacje Lindy i Alexa były napięte przez lata. Linda próbowała się zbliżyć do niego rok wcześniej, ale Alex od razu się rozłączył, a jedyne, co usłyszała, to: „Halo, kto to?”.
To był ten sam głos, który wywołał jej łzy podczas lotu.
– Nie jestem gotów rozmawiać – powiedział Alex. – Idę.
– Alex, proszę, daj mi jedną szansę. Chcę odwiedzić groby mamy i taty. Proszę, chodź ze mną. Będą z ciebie dumni… – błagała Linda.
Alex jednak odwrócił się i opuścił samolot, nie patrząc wstecz.
Zraniona i rozczarowana, Linda wsiadła do taksówki i pojechała na groby rodziców, by uczcić 40. rocznicę ich śmierci.







