— Twoja siostrzenica pocięła nożyczkami moją sukienkę wyjściową! Ma dwanaście lat i doskonale wie, co robi! To zazdrość

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Zupa przelała się przez krawędź talerza, gdy Elina postawiła go przed Iwą. Dziewczyna nawet nie drgnęła — tylko poprawiła się na krześle, podwijając jedną nogę pod siebie. Na jej twarzy malował się wyraz znudzonej księżniczki, której podano nie to, czego oczekiwała.

Marek jadł w milczeniu, od czasu do czasu rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę żony.

— Chleb — burknął w końcu. — I majonez.

Elina bez słowa rzuciła na stół paczkę majonezu. Przesunęła się po ceracie i stuknęła w łokieć Iwy. Dziewczyna skrzywiła się lekko, jakby ktoś dotknął jej brudnymi rękami.

— Dziękuję, ciociu Elino — przeciągnęła słodko. — Jakże troskliwie.

Marek prychnął.
— Słyszysz, Lino? Dziecko odnosi się do ciebie z życzliwością, a ty jak wilczyca. I jeszcze bez wstydu.

Elina ścisnęła krawędź stołu, aż zbielały jej knykcie. Miała ochotę cisnąć zupą w jego zadowoloną twarz, ale tylko ciężko westchnęła.

— Ona pocięła tę sukienkę specjalnie. Wiedziała, ile kosztuje. Wszyscy widzieli! Dwanaście tysięcy złotych, Marku! To nie była jakaś szmata.

— Znowu te pieniądze! — Marek odłożył łyżkę. — Zamieniłaś się w kalkulator, Lino. Wszystko liczysz metkami. A może dziecku trzeba uwagi, ciepła, trochę dobroci? Jej rodzice się rozwiedli! Przeszła przez piekło, a ty robisz sceny o kawałek jedwabiu. Szmatka.

Iwa zachichotała cicho i, patrząc Elinie prosto w oczy, zaczęła rozdrabniać chleb w talerzu. Powoli, z premedytacją ugniatała go palcami. Potem uniosła wzrok i bezgłośnie wyszeptała:

„Idioto”.

Krew uderzyła Elinie do skroni.
— Popatrz, co ona robi! — krzyknęła, wskazując na stół. — Ona się ze mnie śmieje!

Marek odwrócił głowę. Iwa natychmiast zmieniła wyraz twarzy — stała się bezradna, niemal zapłakana.

— Ja tylko chciałam, żeby zupa była gęstsza… mama tak robiła… nie chciałam…

Marek spojrzał na żonę z rosnącym znużeniem.
— Lino, dobrze się czujesz? Dziecko kruszy chleb do zupy, a ty widzisz w tym spisek. To już przesada.

Elina zamknęła oczy.
— To nie chodzi o pieniądze — powiedziała chrapliwie. — To szacunek do mojej pracy. Ona nie zniszczyła sukni… ona niszczy mnie.

Ale Marek już jej nie słuchał. Znów całą uwagę poświęcił Iwie. Dziewczyna grała perfekcyjnie — śmiała się cicho, pochylała się ku niemu jak do sprzymierzeńca.

— Wiesz — powiedziała, spoglądając spod rzęs — może ciocię źle traktują w pracy i dlatego się wyżywa…

Marek spochmurniał. Przetarł twarz dłonią.
— Boże, Lino… może po prostu jesteś zmęczona. Odpocznij, dobrze? I przestań robić sceny.

Elina zamilkła, ale w środku coś w niej pękało.

Wieczorem, gdy siedzieli przed telewizorem, zauważyła, jak Iwa dyskretnie dosuwa cukiernicę do kubka Marka i uśmiecha się pod nosem, gdy ten pije przesłodzoną herbatę. On nie widział — albo nie chciał widzieć.

Elina widziała wszystko.

Po trzech dniach z łazienki zniknęły jej perfumy.
Potem — drogie kolczyki.

W pokoju Marka znaleziono zniszczony pendrive, a na lustrze w sypialni ktoś szminką napisał: „Widzę cię”.

Iwa wszystkiemu zaprzeczała, szeroko otwierając oczy i przysięgając, że „ciocia zwariowała”.

W nocy z czwartku na piątek Elinę obudził szelest. Ciche kroki na korytarzu. I tłumiony śmiech.

Wstała. Otworzyła drzwi — i zamarła.

Iwa siedziała na podłodze przed jej szafą, przeglądając ubrania. W rękach trzymała nożyczki. Te same.

Dziewczyna nawet nie drgnęła.

— Znowu tworzysz? — zapytała spokojnie Elina. Jej głos był lodowaty. — Co teraz? Kurtka czy bielizna?

— Chciałam podszyć… — przeciągnęła leniwie Iwa. — I tak nigdy pani nie jest zadowolona.

Elina powoli podeszła, sięgnęła po czarny futerał z toaletki i wyjęła swoje nożyczki — długie, ostre.

Kucnęła przed dziewczynką.

— Patrz, Iwo. To jest narzędzie. Może tworzyć piękne rzeczy… albo ranić. Czujesz różnicę?

Iwa po raz pierwszy zawahała się. Jej spojrzenie uciekło w stronę drzwi.

— Idę spać — wyszeptała.

— Nie — odpowiedziała Elina cicho. — Porozmawiamy. Chciałaś uwagi? Masz ją.

Na korytarzu rozległy się kroki Marka. Pojawił się zaspany i zirytowany.

— Co znowu robicie? W środku nocy?!

— Zapytaj swojej siostrzenicy, co robiła w mojej szafie — powiedziała Elina.

Ale Iwa już grała.

Przytuliła się do niego i drżącym głosem wyszeptała:
— Ona przyszła z nożyczkami… mówiła, że jestem nienormalna… bałam się…

Marek odepchnął Elinę.
— Dość. Mam dość. Jutro pojedziesz do matki. Muszę od ciebie odpocząć.

Odprowadził Iwę do pokoju.

To była ostatnia noc, kiedy Elina spała pod jednym dachem z mężem.

Rano mieszkanie było ciche. Marek wyszedł do pracy. Iwa jeszcze spała.

Elina weszła do kuchni. Pusty zlew. Sucha filiżanka. Nożyczki na stole — jak przypomnienie.

Wzięła je do ręki i spojrzała na swoje odbicie w oknie.

Stała tam kobieta, która nie miała już nic do stracenia.

— Wojnę zaczęłaś ty, maleńka — wyszeptała. — Ale skończy się na moich warunkach.

Kiedy Iwa się obudziła, w domu pachniało kawą i wanilią. Na stole stał świeży tort — jej ulubiony.

Elina uśmiechnęła się łagodnie, niemal matczynie.

— Spróbuj. Dziś mamy dzień pokoju.

Iwa coś zrozumiała — ale i tak sięgnęła po łyżeczkę.

Słodki krem przykleił się do jej warg. Po chwili dziewczyna pobladła. Gorycz rozlała się po języku, oczy rozszerzyły się w przerażeniu.

Elina patrzyła na nią spokojnie.

— Próby manipulowania dorosłymi bywają niebezpieczne, Iwo. Wszystko ma swoją cenę.

Odwróciła się i podeszła do okna, ignorując ciche łkanie za plecami.

Poranne światło odbiło się w lustrze.

Widać było w nim kobietę, która wreszcie zaznała ciszy.

Koniec był prosty. Bez emocji.

Ale w duszy Eliny po raz pierwszy od lat zapanował długo wyczekiwany spokój.

Visited 119 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий